O autorze

kulinaria

niedziela, 04 listopada 2012

Za tydzień 11 listopada a w moim rodzinnym mieście to "rogalowe" święto. Naprawdę... choćby dla tych rogali warto mieszkać w Poznaniu. Ten kto je jadł ten wie o czym mówię. To prawda, że wypiek takich rogali w domu to spore wyzwanie ale ja wolę takie własnej roboty i dlatego raz w roku mogę się poświęcić żeby poczuć tę rozkosz dla podniebienia. Nie będę opisywać historii tej tradycji bo to można znaleźć w necie, wspomnę tylko o tym, że najważniejszym składnikiem rogali marcińskich jest biały mak. 
Moje rogale nazwałam "prawie marcińskie" właśnie ze względu na brak tego białego maku, który jest trudno dostępny na naszym rynku. W zamian za to mam coś innego i jak dla mojego podniebienia jest jeszcze lepsze od tej masy makowej. Przepis na masę orzechową dostałam od mojej przyjaciółki. Sam w sobie jest bardzo słodki ale z ciastem półfrancuskim komponuje się idealnie.
11 listopada zawsze goszczę się u mojej przyjaciółki i wcinam jej rogale dlatego sama robię je wcześniej. W tym roku fajnie się złożyło, że listopad zaczął się długim weekendem i na spokojnie można było podejść do tematu. Obiektywnie rzecz biorąc słabym punktem moich rogali jest ich kształt, którego nie opanowałam do tej pory. Chyba dlatego, że robię je za rzadko bo tylko raz w roku. Ale nieskromnie powiem, że smak to niebo w gębie...:)rogalerogale marcińskierogale 1