O autorze
wtorek, 20 listopada 2012

No i tak... nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Traf chciał, że zdrowie odmówiło mi posłuszeństwa i zmuszona byłam zostać przez 2 dni w domu. A, że należę do tych osób, które nie wyleżą w łóżku nawet 5 minut więc wykorzystałam ten czas na wykończenie kilku prac z parapetu twórczego. I tak odpowiednio do pory roku powstały kolejne ozdoby świąteczne, choć nie tylko. Oprócz choinki z papierowej wikliny, powstała jeszcze jedna, tym razem z makaronu. Na zdjęciach tego może nie widać ale choinka polakierowana złotą farbą w spreyu jest na tyle atrakcyjna, że postanowiłam nie ozdabiać jej więcej. Wróciłam również do decoupagu. Zrobiłam talerze na ciasteczka, tudzież inne przysmaki świąteczne. Efekt może nie jest powalający ale za to wreszcie wyszły mi spękania jednoskładnikowe.
Poza ozdobami zrobiłam dla mojej sąsiadki bransoletkę w jej ulubionych kolorach i naszyjnik, na który dostałam schemat od blogowej koleżanki. No i tym sposobem udało mi się zrobić trochę miejsca na kolejne pomysły, które już chodzą mi po głowie.choinka z papierowej wiklinychoinka z makaronutalerze świątecznebransoletkanaszyjnik

niedziela, 18 listopada 2012

Jakiś czas temu przeczytałam post mojej blogowej koleżanki, w którym napisała, że brakuje jej czasu na wykończenie wielu prac, które stoją gdzieś na "parapecie twórczym":) Pomyślałam, że to zupełnie tak jak u mnie. Mam już zrobionych pare rzeczy, coś też właśnie się robi tylko jakoś nie ma kiedy wykańczać bo wciąż nachodzą mnie nowe pomysły. Muszę opanować tą sytuację bo zaczyna się robić bałagan. I tak zaczęłam od wykańczania dzieł z papierowej wikliny. wieniec wiklinowy
Ten wieniec dostanie moja córcia.serce z różą
To serce zawisło u mnie w pracy.butelka gorset
Ta butelka z nalewką wiśniową trafiła do męża mojej przyjaciółki jako prezent imieninowy.

niedziela, 04 listopada 2012

Za tydzień 11 listopada a w moim rodzinnym mieście to "rogalowe" święto. Naprawdę... choćby dla tych rogali warto mieszkać w Poznaniu. Ten kto je jadł ten wie o czym mówię. To prawda, że wypiek takich rogali w domu to spore wyzwanie ale ja wolę takie własnej roboty i dlatego raz w roku mogę się poświęcić żeby poczuć tę rozkosz dla podniebienia. Nie będę opisywać historii tej tradycji bo to można znaleźć w necie, wspomnę tylko o tym, że najważniejszym składnikiem rogali marcińskich jest biały mak. 
Moje rogale nazwałam "prawie marcińskie" właśnie ze względu na brak tego białego maku, który jest trudno dostępny na naszym rynku. W zamian za to mam coś innego i jak dla mojego podniebienia jest jeszcze lepsze od tej masy makowej. Przepis na masę orzechową dostałam od mojej przyjaciółki. Sam w sobie jest bardzo słodki ale z ciastem półfrancuskim komponuje się idealnie.
11 listopada zawsze goszczę się u mojej przyjaciółki i wcinam jej rogale dlatego sama robię je wcześniej. W tym roku fajnie się złożyło, że listopad zaczął się długim weekendem i na spokojnie można było podejść do tematu. Obiektywnie rzecz biorąc słabym punktem moich rogali jest ich kształt, którego nie opanowałam do tej pory. Chyba dlatego, że robię je za rzadko bo tylko raz w roku. Ale nieskromnie powiem, że smak to niebo w gębie...:)rogalerogale marcińskierogale 1